TO NIE JEST MOJA WINA…

Gdy patrzę na temat winy to mam wrażenie obcowania z jakimś bullshitem.

Winą obrzucają się ci, którzy chcą grać w gry. Mam na myśli relację pary, ale też relacje, w które wchodzimy z innymi ludźmi. O grach pisał E. Berne. Winą obrzucają się też ci, którzy chcą mieć czyste sumienie. Wina często kojarzy nam się z czymś ciężkim. Niewinność kojarzy nam się z czymś lekkim. Czasami w tym lekkim chcemy być już za życia i pół biedy jak od czasu do czasu… gorzej, jak non stop.

A życie to przecież wyzwania i przechodzenie od małych przestrzeni, do wielkich.  Zawsze przy przechodzeniu do większej przestrzeni jest opór, strach i pożegnanie z tym, co się znało. Dziecko wychodzi z domu rodzinnego i idzie do przedszkola. Odpina się od mamy i taty. Potem do szkoły i uczy się większej odpowiedzialności. Zadawane są mu prace domowe. Dziecko rośnie, pojawiają się obowiązki. Może jakaś roślinka, czy zwierzę, którym trzeba się zaopiekować.

Potem idzie na studia i już nie ma Pani, która karze za nieobecności, albo rodziny, która pisze usprawiedliwienia. Potem pojawia się praca i już nikogo nie obchodzi, że zamiast położyć się spać, to poszedłem na imprezę, a dzisiaj ledwo patrzę na oczy.

Jak nie zarobię, to nie będzie mnie stać na utrzymanie. Już nie ma mamy, która robi kanapki. Trzeba samemu kupić chlebek, masełko i zarobić na gaz, prąd, wodę. Każdy etap wiąże się z większą odpowiedzialnością. Potem przychodzi związek, a potem dziecko. Teraz bierzemy odpowiedzialność za nowe życie.

Na każdym etapie dostajemy coś nowego i z czymś musimy się pożegnać.

Przychodzą do mnie klienci, patrzę na nich i od razu widać, czy On/ Ona bliżej jest ziemi, czy fruwa wśród różowych słoni tętniących bezinteresowną miłością. Duchowość bez kontaktu z ziemią, materializmem, zarabianiem pieniędzy, ogarnianiem dzieci, to po prostu odlot.

Tylu przewodników duchowych pojawiło się na mojej drodze. Czasami pary… mówili o czakrach, energiach, programowaniu, leczeniu energią i silą się na bycie autorytetem… i tak patrzę, i widzę, że ma może z 25, a może i z 30 lat, ale co On czy Ona ma za sobą?

Co stanowi jego ciężar duchowy? Zero stałej pracy, zero własnego domu, zero ugruntowania, i zero dzieci- kute wręcz wbijają w ziemię, bo jak krzyczą JEŚĆ, to nie ma za chwilę. Jak chcą iść na spacer, to nie ma za tydzień. Jak są chore, to nie da się nimi zająć za dwa dni. Tu i Teraz.

Dzieci stawiają do TU i TERAZ.

I wyjeżdża mi taki to „mistrz duchowy” o energii. Ok. Jak mam potrzebę, to sam się zapytam, ale jak ktoś zaczyna mi mówić, jak powinienem jego zdaniem żyć, to zawsze zadaje sobie pytanie — czy chce być kimś takim jak On? Jeżeli odpowiedź brzmi nie… to robię krok w bok.

Wracając do tematu przewodniego. Wina… Ty winny… więc Ja niewinny, i tak można przez całe życie.

Bo, żeby ktoś wyszedł cały na biało, to w gównie musi umazany być ktoś.

To gra… nic innego jak tylko gra. To czasami też metoda manipulacji. Tworzenie kontrastu. Ja niewinny, a Ty winna. I jak stoisz koło takiego świętego, bądź świętej to od razu ta Twoja wina jakaś taka większa się robi, a ta jego niewinność jakoś tak bardziej świeci. Tylko prawda jest taka, że ze świętym nie da się wytrzymać.

Trzeba zasadniczo uważać na tych, którzy przy pierwszym kontakcie tak mocno „świecą”, bo potem się okazuje, że to największe szuje.

To akurat moje doświadczenie. Faktem jest niezaprzeczalnym, że nie ma światła bez ciemności, i ciemności bez światła. Im więcej w Tobie światła, tym mocniej wali też ciemna strona, bo tak to działa.

Niektórzy mają takie przekonanie, że jak za życia naniosą się cudzej winy, albo wezmą całą winę na siebie, to w niebie dostaną ORDER. Tylko nie wiem jaki… może uśmiechu. Tylko aby dostać order uśmiechu trzeba było wypić szklankę soku z cytryny i się uśmiechnąć… a gębę wykrzywiało… że hej.

Niektórzy chcą z kolei już za życia zostać świętymi… też można próbować.

A moim zdaniem ta cała wina, to bullshit.

Dzieci są niewinne. Dorosły nie może być bez winy. Musi zdradzać… zdradza swój system rodzinny, zdradza swojego partnera, zdradza dzieci. Zdradza miłość do matki, zakochując się w innej kobiecie. Zdradza ojca, nawiązując relacje z innymi mężczyznami. Zdradza siostrę i brata, zdradza czasami partnera, bo ten go więzi w klatce… czasami idzie dalej bez partnera, bo czuje, że musi i chuj… Żadne zakazy, nakazy, czy wzbudzanie poczucia winy nie pomogą.

Zdradza również dzieci, bo w pewnym momencie mówi, aby już sobie poszły z domu… do siebie, do swojego, gdzieś w pizdu, i już głowy nie zawracały, i zajęły się swoimi sprawami. A ta cała wina, to takie złudzenie, że powinniśmy być fair. Że powinno się być fajnym, grzecznym, ułożonym, przewidywalnym dla innych, zrozumiałym dla innych, a jak tu być zrozumiałym dla innych, jak my czasami sami siebie nie rozumiemy? Jak tu być przewidywalnym, jak tak dużo się zmienia wokół nas?

Naucz się żyć ze swoją winą. Popatrz jej głęboko w oczy i powiedz jej „TAK, JESTEŚ MOJA.”

Chcemy unikać winy… a w winie jest siła do zmiany. Czasem wina wynika, nie z działania, ale z zaniechania działania. Czasem wina daje siłę, aby coś w swoim życiu zmienić. Ci, którzy pozostają niewinni, nie mają siły. Tkwią w miejscu. Próbują sterować innymi za pomocą poczucia winy. „Jak mogłeś mi to zrobić? Ja myślałam, że Ty jesteś ….” i tutaj można sobie dopisać epitety do woli, jak kto lubi, według własnego uznania.

Kurwa… do jasnej pizdy, to było Twoje wyobrażenie na mój temat, a nie ja! Zawiodłem Cię? Zdradziłem, bo poszedłem za sobą? To kogo miałem zdradzić? Ciebie czy siebie?

Może siebie, abyś Ty poczuł/ poczuła się dobrze? A gdzie wtedy byłbym ja? W ciemnej niezamąconej dupie? Czasami nie zawodzimy innych, ale czy nie zawodzimy samych siebie? Tak się nas chowa, abyśmy byli fajni, posłuszni, od ramki do ramki, bo jak wychodzisz poza ramki, to zaczynasz ludzi wkurwiać. Dlaczego?

Bo Oni nie mają odwagi wyjść poza ramki, bo nauczyli się żyć w ramkach i robią wszystko, aby w tych ramkach pozostać, bo mamę wkurwiali jak na placu zabaw, zamiast bawić się grzecznie w piaskownicy wchodzili na najwyższą huśtawkę i chcieli z niej zeskoczyć. Bo tatę denerwowali, jak zadawali pytani, dlaczego zapierdziela po 14 godzin dziennie, i nic z tego nie ma?

Ludzie chcą Cię zrównać do swojego wyobrażenia, bo jak jesteś w zgodzie ze sobą i swoją autentycznością, jakakolwiek by nie była, to burzysz im klocki. Burzysz im domki z kart, które układali czasami przez lata. Wywalasz ich z butów, w których chociaż, że kilka kamyków uwiera w stopę, to jednak się nie odważą zdjąć i wysypać, bo przecież wszyscy tak mają.

I nagle przychodzi ktoś, kto mówi, że wymienił buty, albo chodzi bez butów. Ooooo !!! niebezpieczny… burzy moje oczekiwania, wyobrażenia, a co najgorsze to przypomina mi, że też mnie coś w dupie, czy też w nodze uwiera.

Tak. Jak bierzesz swoją winę na siebie, a cudzą zostawiasz przy innych, to nagle okazuje się, że nie da się Tobą tak łatwo sterować, bo już nie bierzesz na plecy obcych ciężarów. Tylko tutaj trzeba się odważyć powiedzieć NIE. A my myślimy, że jak powiemy TAK, to będą nas lubić… i może będą, ale czy Ty będziesz nadal lubić siebie?

Dorosły jest winny, będzie winny i będzie zdradzał.

Takie to jest i trzeba to przyjąć, jako prawdę oczywistą. A jak chcesz być niewinny, chcesz, aby było Ci tylko lekko, to będziesz trochę jak sprzedajna prostytutka. Temu trochę dasz… tamtemu trochę dasz… a na koniec dnia, zaśniesz spokojnie, bez wyrzutów sumienia. Hellinger kiedyś powiedział, że największe ludzkie zbrodnie popełniamy z czystym sumieniem, w poczuciu niewinności. Jak Niemcy szli na wojnę, to mieli napisane na swoich pasach od spodni „Bóg z nami”, a co Polacy mieli napisane na swoich chorągwiach? „Bóg, Honor, Ojczyzna”. To ilu tych Bogów jest?

Czasami na warsztatach Ustawień Systemowych wg. Berta Hellingera zadaję to pytanie… i jakoś całkiem niedawno usłyszałem piękną odpowiedź: „Tylu ilu potrzeba”. Bingo… nawet obraz Boga potrafimy sobie tak zbudować, aby w imię najwyższego robić świństwa. OBRAZ BOGA, a Bóg to dla mnie całkiem co innego. Obraz to tylko nasze wyobrażenie Boga, które ewoluuje wraz z kulturą, religią, tradycją, świadomością.

Gdy, mówimy o winie, to często da się usłyszeć słowa… „Stało się… Upadło… Przewróciło się…” Samo? Hmmm David Coperfield normalnie. Albo „ja to zrobiłem nieświadomie…” Nieświadomie można nawet dziecko zrobić, ale co to zmienia? Później i tak przecież trzeba wychować. Wcześniej urodzić. Karmić, tyłek podcierać, sprzątać, chodzić na spacer, karmić.

Czasami kobiety przychodzą do mnie — zazwyczaj już same — bo chłopa pogoniły i mówią, że ta ciąża to była wpadka. Kuźwa… co to znaczy wpadka? Zrobiłam sobie z nim dziecko! Fakt. Mam dziecko. Jestem matką. Jestem Ojcem. Zrobiłem jej dziecko. Było przyjemnie, chciałem, żeby było przyjemnie, i w efekcie mam dziecko. Jestem rodzicem. Co to za gadanie o jakiejś WPADCE. W co wpadłeś? W co wpadłaś? To TY z NIĄ, TY z NIM. Nieświadomie, czyli ostatecznie kto to zrobił? Jakiś nieświadomy KTOŚ? A ten ktoś, to KTO to ostatecznie jest?

90% procesów psychicznych odbywa się poza naszą świadomością.

W Ustawieniach Systemowych patrzy się na to, co mówi ciało, a nie to, co mówi język. Ludzie wiedzą co powiedzieć, aby zostać zaakceptowanym, ale nie wiedzą, co powiedzieć, aby czuć się dobrze samemu ze sobą. Akceptacja z zewnątrz bowiem, wcale nie oznacza, że będę czuł się dobrze ze sobą samym. Każdy z nas ma potrzebę bycia akceptowanym. Ci, którzy nie dają sobie prawa do akceptacji siebie, szukają jej na zewnątrz.

Czasami dzwonią do mnie pary, a czasami jeden z partnerów, i pytają się, czy mogą przyjść na warsztat razem, i czy tak można.

Pytam się wtedy, na jakim etapie konfliktu jesteście? Czy na etapie, że będziecie uwodzić terapeutę i próbować go przeciągnąć na swoją stronę, płaczem, historiami z tysiąca i jednej nocy? Czy już tak się oboje skopaliście, że oboje macie dość i szukacie rozwiązania? Jak są w konflikcie, to odradzam. Jak już sobie dokopali i obojga boli tyłek, to zapraszam.

Partnerzy są siebie warci. Więc jak on Cię zdradza, to znaczy, że taki masz program, że szukasz takich, którzy Cię zdradzą. Może jesteś zbyt święta, a przynajmniej chcesz taka być? Może kobiety w Twojej rodzinie były zdradzane, i tym samym pozostajesz z nimi w sumieniu niewinna.

Może chcesz mu matkować i nie dopuszczasz go do siebie, jako mężczyznę, tylko jako chłopca? A może po prostu chcesz się z nim rozstać, tylko nie masz odwagi wziąć na siebie swojej winyh i jakaś część Ciebie prowokuje go, do tego, aby Cię zostawił? W co grasz? Zostaw te emocje, te społeczne dowody słuszności, i bądź szczery / szczera przez moment ze sobą samym/ samą.

„Uwalniam Cię od moich oczekiwań”.

Oboje winni. Oboje wzięci w taniec życia, każdy na swój sposób, czasami w służbie całej rodzinie, całemu systemowi. Z miłością popatrzcie na swoją winę, zostawcie te pieprzone gierki, popatrzcie sobie w oczy, i powiedzcie do siebie — „uwalniam Cię od moich oczekiwań”. Uwalniam Cię od tego, abyś był taki, jak mi się wydaje, że powinieneś/ powinnaś być. Teraz chcę zobaczyć Ciebie. Bez masek, bez obrazów, a Tobie pokaże siebie.

To tutaj zaczyna się życie… w autentyczności ze sobą, takimi, jacy jesteśmy. Czasami popieprzeni, czasami durni, czasami skretyniali do granic możliwości, czasami w strachu i lęku, czasami w radości, czasami w płaczu, czasami niespójni, czasami wzięci w jakiś większy ruch z systemu. Nie musisz być idealny, nie wszystkim musi być z Tobą do twarzy.

Weź swoją winę na klatę i zrób z nią coś. Kłócisz się z kimś? Z rodziną, partnerem, dzieckiem, przyjacielem… cholera jasna, skończ tę walkę o pozycję niewinnego. A co zrobi ten drugi? Trochę miej to w nosie. Nazwij fakty, nazwij swoje intencje, nazwij swoje emocje, skończ grę i zobacz, czy wtedy jest Cię więcej, czy mniej?

Chcąc być niewinnym, sam sobie zakładasz kajdany. Kajdany bycia Niewinnym. Sam siebie zamykasz w obrazie bycia świętym i braku działania. Biorąc winę, swoją winę na ruszt, sam sobie ściągasz kajdany bycia idealnym. Przyjrzyj się tej damie… Damie o nazwie „Moja Wina” i sprawdź, czy z nią jest Cię więcej, czy mniej, a potem zrób co zechcesz.