ODRZUCENIE

Przeciwieństwem odrzucenia jest przyjęcie. Gdzie ma miejsce pierwsze przyjęcie? W macicy naszej mamy. Czy mężczyzna, z którym mama poszła do łóżka był właśnie tym właściwym? Czy kobiety w rodzie były z tymi właściwymi? Z duchowej ezoterycznej perspektywy, przecież każdy jest właściwy, ale nie patrzymy z perspektywy duszy, tylko z perspektywy ograniczonej wersji siebie, zamkniętej w ciele na 30, 60 czy 105 lat. Czy to był właściwy moment dla mamy? Czy to był właściwy moment dla taty? Czy okoliczności były właściwe, ku byciu w ciąży? Czy w trakcie ciąży, i pierwszego roku do półtora wszystko szło zgodnie z planem? Czy plan był właściwy? Czy ciąża nie pokrzyżowała mamie awansu w pracy, bądź spełnienia marzeń o wygodnym życiu bez zobowiązań? Czy ojciec w ciągu tych ponad dwóch lat, nie zrezygnował z matki? Czy wystał przy niej, w miłości? Czy ją kochał? Czy tylko wydawało mu się, że ją kocha, a gdy się dowiedział, że jest w ciąży, to chciał po prostu uciec? A może chciał uciec po narodzinach dziecka? Czy narodziło się właściwe dziecko? Czy to był wymarzony chłopiec, czy może dziewczynka, której nikt się nie spodziewał? A może bliźniaki, które zaskoczyły i mamę i tatę? A może dziecko nie spodobało się, któremuś z rodziców, i popatrzył na nie z odrazą? Czy ciąża była bezpieczna, czy może mama bała się, że poroni, i sama umrze? Czy kobiety w rodzie rodziły martwe dzieci? Tak wiele może wpłynąć na to, czy jesteśmy przyjęci czy odrzuceni na tym świecie. A to pierwsze przyjęcie, bądź odrzucenie to albo zasób, albo deficyt.
Ci odrzuceni zazwyczaj mają chude, wątłe ciało. Nie do końca są proporcjonalni. Za duże dłonie, za mała głowa, za długie nogi. Widać w ciele brak proporcji. Nie mogą w pełni się wcielić. Część duszy pozostaje poza ciałem. Dusza chce miłości, i radości, a okazuje się, że tutaj na Ziemi nie zawsze, a wręcz przeważnie zawsze coś stoi na drodze, aby być. Być, i zaistnieć, w pełni. Odrzucenie ma miejsce, gdy ktoś mówi – takiego Cię nie chcę. Taki jesteś nie właściwy. Powinieneś być inny. Lepszy, ładniejszy, grubszy, chudszy, większy. Późniejsze doświadczenia w życiu to już tylko pokłosie tego pierwszego węzła traumy. Przyciągamy takich, którzy jak te chujowe Aniołki pokazują nam i przypominają o naszej pierwotnej skazie, abyśmy ją uleczyli. Odrzuceni nie patrzą w oczy, chyba, że są na coś, albo na kogoś bardzo źli. Wtedy mają łatwość w nawiązaniu kontaktu wzrokowego. Chcą się schować. Nie chcą przeszkadzać, chodzą na palcach, gdy na przykład ojciec śpi, to stawiają kroki w rytm jego chrapania, aby nie być usłyszanym, nie być zobaczonym. Już nawet w macicy zajmują mało miejsca. Skurczeni, wycofani, w towarzystwie raczej nie zajmują głosu, bo brak zainteresowania tym co mówią, traktują jako brak miłości. A brak zainteresowania, to nie brak miłości. Zrozumienie traktują natomiast jako miłość, a zrozumienie to nie miłość. Można przecież kogoś zrozumieć, i rozumieć, ale nie trzeba go kochać. Jak się z kimś dobrze gada, to nie znaczy, że się go kocha.
Siedzą w ostatniej ławce. Z tyłu. Jak czegoś chcą, ale nikt ich nie zapyta, to nie powiedzą, czego chcą. Ich skaza jest potężna i boli. Nawet wtedy kiedy ktoś ich nie odrzuca, i tak widzą, że ich odrzuca. Ból psychiczny pojawia się i znika, i nie wiadomo o co chodzi. Aby nie czuć bólu pierwotnego ciosu, często uciekają i chowają się. Za monitorem, za kotarą, za innymi. Chcą zniknąć w tłumie. Nie patrzą w oczy. Unikają spojrzeń. Jak nie zagadasz do nich, to sami się nie odezwą. Jak mają coś powiedzieć publicznie to zrobią wszystko, aby do tego nie doszło. Boją się odrzucenia. Przebywają częściej w swoim świecie, niż w polach informacji grupy. Schowani, zastraszeni, w lęku. Lęk i ból odrzucenia powoduje, że zakładają na twarz maskę odwagi. Stawiają się wewnętrznie do pionu, ale widać, że przerysowują tą maskę. Jest zbyt wyraźna. Zbyt kanciasta, zbyt bardzo rzuca się w oczy innych, czego Oni sami nie widzą. Pokłosie nie wyleczenia tego często pierwotnego zranienia jest nieumiejętność przyjmowania. Nie umieją przyjmować pieniędzy. Nie umieją przyjmować dotyku, ciepła, bliskości drugiej osoby. Gdy w relacji mamy do czynienia z odrzuconym, czujemy, że nie płynie. Bliskość go przeraża. Sex nie jest satysfakcjonujący. Ciało spięte, dno miednicy jak w potrzasku. Podwyższony kortyzol i adrenalina we krwi.
W latach szkolnych są wyśmiewani przez rówieśników. Często chcą ze sobą skończyć. Potrafią zamknąć się w domu, i zerwać kontakt. Siedzą często przed lustrem. Sprawdzają, czy są ok. Jako osoby dorosłe często zapominają o swojej ranie. Maska stała się ich twarzą, ich tarczą przed odrzucającym światem. Najchętniej chcieli by nie oddychać. Oddech mają płytki, i nie równy. Często wymuszony, boją się puścić oddech. Zapadają się w sobie. Charakteryzuje ich ruch od świata, a nie do świata. Wycofują się. Nie chcą żyć na Ziemi, nie chcą istnieć. Mają problemy z anoreksją – chcę zniknąć, i często posiadają arytmie serca.
Maska chroni przed bólem. Często mówią, że idą tam, gdzie się boją, a boją się zazwyczaj pokazać ludziom, bo być może ktoś znów odrzuci. Wycofują się z konfrontacji, nie chcą konkurować, bo boją się, że przegrają, w ramach konkurencji wręcz odcina im zasilanie energetyczne. Najchętniej zostaliby w domu, w łóżku, pod kołdrą, zamknęli oczy i czekali, aż ten zły świat się skończy. Myślą często o tym, aby odejść z tego świata. Czują, że nie mogą tu być. Nie mogą znaleźć swojego domu, bo dom to nic innego jak macica. Taki jaki masz dom, i jak go czujesz, tak samo czułeś się w macicy. Wolą zostawać w domu, bo dom to miejsce, gdzie czują się nie widziani przez resztę. Boją się, że ich sekrety, zachowania, gdyby zostały zobaczone przez ludzi na zewnątrz spowodowałyby, że ich świat by się skończył. Ostatecznie to nie świat ich odrzuca, to Oni odrzucają sami siebie. Schowani za parawanem wyobrażeń, szukają w umyśle, w energii lepszego świata, świata pełnego miłości i akceptacji, tym samym odlatują jeszcze bardziej od teraz, od tu, i od życia w ciele. Niechętnie wyrażają agresję, i złość względem rodzica. Kłamią. Nie mówią, jak jest. Mówią jak uważają, że być powinno. Koloryzują rzeczywistość, przesadzają, aby przykuć uwagę. Wątpią, czy ich życie jest tak ciekawą historią, że ktokolwiek mógłby być zainteresowany. Im bardziej zmierzają w stronę samotności tym bardziej, się izolują, a im bardziej się izolują, i im więcej spięcia mają w sobie, tym bardziej ludzie się od nich odsuwają, a Ci wtedy mogą sobie wewnętrznie powiedzieć – a wiedziałem, że jednak nikt nie chce mieć ze mną kontaktu. Odrzuceni. Umierają w samotności. Po przejściu na drugą stronę, stojąc nad swoim ciałem doświadczają zdziwienia. Nie widzieli, ile miłości do nich płynie. Tam gdzie płynęła widzieli podstęp, i knowanie. Umrzeć było dla nich z ich perspektywy wybawieniem, a okazuje się, że po śmierci przychodzi przerażenie, że tylko prób ucieczki, poszło na marne. Przyjdą tu jeszcze raz. Z tym samym tematem. Problem polega na tym, że tym razem będzie bardziej boleć, aby przebudzili się za życia, i dostrzegli, że odrzucenie było ich lekcją. Lekcją akceptacji samego siebie.
Nie zwracają uwagi na rzeczy materialne, nie cieszą ich one. Często seks kojarzą jako przejaw naszej ekspresji sprzecznej z rozwojem duchowym. Ciało jest złe. Duch jest dobry. To nie tak. Ciału trudno otworzyć się na ich przyjęcie, na przyjęcie duszy. Odrzuceni nie są osadzeni w ciele. Mają rozwiniętą sferę intelektualną, są mega inteligentni, ale nie chcą tego pokazywać na zewnątrz, bo boją się, że zostaną niezrozumiani. Introwertycy. W swojej masce pokazujący jak bardzo są ekstrawertyczni. Ale to tylko maska. Nie mogą być sobą, nie mogą w pełni się pokazać. Boją się. Drżą. W relacjach zazwyczaj trafiają na narcyzów, którzy na wstępie relacji tworzą im wielką bańkę ich wspaniałości, wyjątkowości, oczarowania ich osobą. Wierzą w te obrazy narcyza, bo są one tak bardzo kuszące. Nie zauważają, że te obrazy przychodzą od innej osoby. Przychodzą z zewnątrz. Że nie są ich wewnętrznymi obrazami na swój temat, bo gdyby tak było, to nie potrzebowali by grona klakierów. Tak wpadają w pułapkę, uzależnienia od opinii narcystycznego partnera. Po jakimś czasie spektakl się zmienia. Narcyz przechodzi do fazy drugiej. Czyli podkopywania pewności siebie, i odcinania od przestrzeni wspierających typu rodzina, znajomi, przyjaciele, koledzy. Królik w sidłach. Drogą do wyzdrowienia, jest znalezienie siebie, wyrażenie siebie, odwaga w wyrażaniu. Z tego rodzaju traumami pracujemy na warsztatach ustawień, i sesjach skype. Dzięki Bogu mamy takie narzędzia. Nasi Dziakowie, rodzice często nie mieli. Brali życie, jakim było.
Kropka.

Dodaj komentarz