Zdrada

Ma wiele oblicz, i wiele twarzy. To niekoniecznie pójście z kimś do łóżka. Pójście do łóżka bywa konsekwencją tego co wywiązało się pomiędzy jednym z partnerów, i tym trzecim, lub tą trzecią. Mówi się, często, że to mężczyźni zdradzają. Ale od kiedy po raz pierwszy usłyszałem to zdanie, to od wtedy brzmi mi w głowie pytanie, ale z kim Oni zdradzają? No przecież jasne, że z jakąś Oną.

Czasami przychodzą do mnie klienci, którzy przynoszą na warsztat właśnie temat zdrady. Pamiętam do dziś kobietę, która siadała na gorącym krześle – krzesło koło prowadzącego warsztaty – i się po prostu rozpłakała. Mąż zdradził ją 6 miesięcy wcześniej. Jej zależało na rodzinie, na tym, aby rodzina przez to przeszła. Zaczęła prosić, aby wrócił do niej, do dzieci. Po trzech miesiącach wrócił. Klientka stwierdziła, że mu WYBACZYŁA. Po kolejnych trzech miesiącach zdradził ją ponownie. I wtedy właśnie pojawiła się na warsztatach. Zapytałem się jej czy mu wyrównała? Czy doszło do wyrównania pomiędzy nimi? Stwierdziła, że nie potrafi zrobić tak jak On. Powiedziałem, że nie musi zrobić tak jak on, ale mogłaby np.. Popatrzeć mu prosto w oczy, i powiedzieć, że gdy jej nadarzy się okazja pójść z innym mężczyzną do łóżka, to chętnie z niej skorzysta. Albo pojechać na dwa tygodnie na wycieczkę do Chorwacji, za jego pieniądze i codziennie wrzucać na Facebooka zdjęcia z plaży, gdy jakiś tajemniczy nieznajomy wciera w jej uda olejek do opalania, a następnie wieczorem świetnie się bawi w nocnym klubie.

Nie musisz z nikim iść do łóżka. Ale niech Twój mąż się zastanawia, czy poszłaś, czy nie poszłaś.
– Ja tak nie potrafię – stwierdziła, cieniutkim dziewczęcym głosem. A miała koło 40 – stki.

Z czego Ona nie chciała zrezygnować? Często zadaje to pytanie na warsztatach, gdy opowiadam o dawaniu i braniu pomiędzy mężczyzną i kobietą, w parze. W parze, w której są sobie równi. Ano nie chciała zrezygnować ze swojej niewinności. Chciała pozostać niewinna, w tej całej sytuacji. Chciała wyjść z tej sytuacji “cała na biało”. Więc kto miał jej robić kontrast? Ano, ten zły podły, kawał … – wszyscy wiemy czego.

Kiedy partner zdradza? Ano często wtedy, kiedy ten drugi traktuje go jak, nie równego sobie. Właśnie wtedy, kiedy np.. Za każdym razem wybacza. Komu wybaczamy za każdym razem? Gdy dziecko zbije Twój ulubiony kubek na kawę – wściekniesz się? Pewnie TAK. Ale po chwili Ci przejdzie. Gdy następnego dnia znów zbije Twój ulubiony kubek. Wkurzysz się na maxa ? Pewnie tak, ale po jakimś czasie znów Ci przejdzie. I jak dzieciak przyjdzie, w pokorze, i położy Ci głowę na kolanach, to co zrobisz? Odrzucisz? Kopniesz? Nie… po prostu przyjmiesz. Przytulisz. Pogłaszczesz.

A czy z partnerem masz relacje jak ojciec, czy tam matka z dzieckiem? NIE. Masz relacje równorzędną. Więc, jeżeli traktujesz partnera jak dziecko, a On nie może się z Tobą zrównać, to będzie jak dziecko szukał granic, do których może się posunąć. Po prostu będzie badał teren, i sprawdzał, gdzie zaczyna się pole minowe, po wkroczeniu na które, po prostu urywa pół dupy, czy też nogę z połową dupy.

Partner w duszy nie wytrzyma relacji partnerskiej, w której jest traktowany jak dziecko. Dusza się na to nie zgodzi. Często słyszę takie opowieści od kobiet, że tamta i tamta to mają wspaniałego męża, bo kupił im samochód, a jak się jej nie spodobał kolor, to jej wymienił. Do tego postawił jej studia, i kupił firmę z kilkoma salonami fryzjerskimi, i ona teraz tam pracuje, i zarabia pieniądze. Ponadto, pozwala jej wyjeżdżać samej, gdzie tamta sobie tylko chce, i w ogóle to super facet jest, i ta jedna lub ta druga taka zapatrzona w ten zewnętrzny obrazek, w którym ta wyjątkowa ma takiego faceta… a te, które się patrzą na to z boku, to jej zazdroszczą, a jego podziwiają. Hmmm ładny obrazek, tylko jak się zajrzy trochę głębiej, a nie często to robimy, ale jak już się zajrzy trochę głębiej, to się nagle okazuje, że ten mąż to ją łupie na boku, jak popadnie. A życia seksualnego to oni nie mają już od dawna. Ale dla publiki grają przykładne małżeństwo. W domu, i dla znajomych też takie małżeństwo grają, bo przecież nie wypada inaczej. Ciekawe, że nikt nie zadaje sobie pytania, dlaczego On tak dużo jej daje? Bo kocha? A może próbuje wyrównać te wszystkie swoje małe świństewka? Nie zawsze tak jest. Ale znam przykłady, że tak właśnie funkcjonują pary.

A czy zdradą jest, gdy On za jej plecami obrabia jej tyłek? Albo Ona opowiada swoim koleżankom, jak ma się z nim w łóżku? Albo, gdy On opowiada o niej, gdy się pokłócą ze sobą? To też zdrada. To też tworzenie trójkąta. To wpuszczanie między parę kogoś z zewnątrz. To wsadzanie w obieg energii pary kogoś trzeciego. Dlatego jak pracuje z parą, to nie chce słuchać tych opowieści o nim złym, czy o tym jaka to z niej suka. To jest ich. To jest święte między nimi. Rozwiązanie w polu pokazuje się samo. Reprezentanci pokazują sami o co chodzi. Czasami chodzi o jej miłość do babci, która była zdradzana. Czasami o coś całkiem innego. Komu wolno to ocenić? W jakim miejscu się stawiamy oceniając to? I czy ktoś tutaj może dać dobrą radę? Czy ktoś z zewnątrz nawet, gdyby wysłuchał do końca obie strony jest w stanie dać dobre rozwiązanie? Czy my czasami stając w takiej pozycji tego, czy też tej trzeciej słuchaczki, słuchacza, spowiedniczki, czy też spowiednika możemy dobrze doradzić? A co my wiemy, na temat tego co pomiędzy nimi? Czy my wiemy, jak Oni się mają do siebie w łóżku? Czy wiemy, jak Oni się do siebie mają w kwestii władzy? Czy wiemy, kto komu więcej dał, a kto komu wyrządził więcej, lub mniej świństewek? Nie wiemy. Po prostu nie wiemy, więc w to co pomiędzy parą lepiej się nie mieszać. A gdy już się wmieszamy, to jak najszybciej się z tego wymieszać.

Czy zdrada małżeńska może prowadzić do dobrych konsekwencji? Bo, gdy już do niej dojdzie, to przed czym musimy stanąć, jako dorośli? Czasami przed kilkoma ważnymi pytaniami. Czy byłem obecny w tym związku? Czy byłam obecna? Czy traktowałam / traktowałem jego/ ją jako równego sobie? Czy raczej żyłem, czy też żyłam w poczuciu cichej kontroli nad nią, nad nim, i nagle okazało się, że on czy też ona nie jest moją własnością, i może zrobić ze sobą co mu się / co jej się żywnie podoba? A może czasami wprowadzenie tego trzeciego do systemu powoduje, że związek pary może przetrwać. To wtedy jak ocenić tą zdradę, która doprowadziła tych dwoje do głębszego zrozumienia siebie i swoich potrzeb? Sklasyfikować to wtedy jako coś złego, czy jako coś dobrego? A może wyjść poza oceny, i dostrzec, że nie mamy kontroli i nigdy nie mieliśmy nad tym drugim człowiekiem, i jego sakramentalne TAK na ślubnym kobiercu, to tak naprawdę on jak i ja możemy, lub nie możemy powtarzać sobie każdego dnia. I że tak naprawdę, to nie ma nic tak na stałe, i na zawsze. Bo na stałe i na zawsze to nasi rodzice będą naszymi rodzicami, a partner?

Często wtedy ludzi ogrania lęk… Czyli jak to? Nie ma nic pewnego w relacji pary? Poczuj jakie to jest. Popatrz na to, tak wewnętrznie. Ten chłop, który siedzi być może właśnie na kanapie, tak naprawdę jutro może wyjść z tego mieszkania, w którym razem spędzacie czas i już nie wrócić. Ta kobieta, która gotuje Ci obiad być może od 10 czy 25 lat jutro może podjąć decyzję, że już jej się nie chce. Jak takie spojrzenie stawia w tu i teraz. Nie masz partnera na zawsze, i nie każdy związek jest do grobowej deski. I każdy z partnerów może w każdym momencie tej relacji zmienić zdanie, i zerwać umowę, którą myślałeś, czy myślałaś, że go zwiążesz. To partnerstwo, a nie rodzicielstwo. Dzieckiem swoich rodziców będziesz do końca życia, tak na amen. Bez względu na to co powiesz, co pomyślisz, co zrobisz. Ale z partnerem wcale tak nie jest. Dzisiaj go masz, a jutro możesz go już nie mieć.

Hellinger powiedział kiedyś, że każdy z partnerów i oni sobie nawzajem, powinni dać limit 10 grzechów. I nie chodzi tutaj o to, aby zaraz zacząć wykorzystywać swoje kupony z grzechami. Chodzi o to, aby zarówno jedno jak i drugie miało świadomość, że po pierwsze może “zgrzeszyć”, a po drugie, aby miało świadomość, że ten drugi czasami też może sobie pozwolić na to, na co często wydaje się nam, że tylko my możemy sobie pozwolić. To jest jeden aspekt.

Drugi aspekt jest taki, że jako ludzie mamy w sobie agresję. I nie kupuję bajek o byciu tym lepszym w związku. O tym, który wybacza, wszystko, i bierze na siebie cały ciężar. Tak się nie da żyć w parze. Tak się kończy związek. Jak ktoś mi nadepnie na odcisk, to cały bajer polega na tym, aby z sercem go kopnąć w sam środek dupy. Tak, aby poczuł, i więcej tego nie robił, a jednocześnie w efekcie tego zasłużonego kopniaka w odbytnice, zrozumiał, że jak zrobi mi świństwo, świństewko, albo nasra do naszego wspólnego gniazda, to w efekcie swojego czynu, zachowania, słów, zwrotów, manipulacji, przekrętów, i kurestwa, może się spodziewać tego samego z mojej strony, bo nie będę stał jak jakaś sierota patrząc się, jak partner czy partnerka przeżywa z innym multiorgazm – sam też spróbuję, bo jestem ciekawy życia i mam do tego prawo. Nie dlatego, że ktoś mi to prawo dał… dlatego, że sam sobie je daje, bo nie jestem dzieckiem, bo jestem dorosły, bo mogę robić co mi się żywnie podoba, a razem z moją wolnością biorę za to wszystko odpowiedzialność. I umorusam sobie swoje sumienie w błocie, bo nie chce za życia stać się świętym. Jestem i czarny, i biały, i wcale do jasnej pizdy to nie jest sprzeczne.

Dwoje winnych, częściej znajdzie do siebie drogę, niż dwoje niewinnych. Innymi słowy, aby być dorosłym, i zgodzić się na swoją dorosłość trzeba zgodzić się na to, że popełnimy wiele błędów, i tym samym poniesiemy wiele trudnych konsekwencji, a tym samym upaprzemy sobie swoje sumienie w błocie, a może czasami nawet w świeżym ciepłym krowim łajnie.

Dodaj komentarz