Przejdź do zawartości

Mężczyzna, który nie uszanował własnej matki, nie będzie szanował innych kobiet.

Powiem więcej ! Od innych kobiet taki mężczyzna szacunku nie otrzyma, bo one to wyczują. Pierwsze co powinien zrobić, to głęboki pokłon przed swoim źródłem, przed kobietą, w której łonie wzrastało nasienie złożone przez jego ojca. I inaczej do cholery się nie da Panowie – chłopcy. Chcesz mieć kobietę, chcesz od niej umieć brać i dostawać to co żeńskie, najpierw posyp głowę popiołem i pokłoń się przed własną matką. Innej drogi do tego co żeńskie, do tego co kobiece, co delikatne, co nazywamy nasyceniem, wewnętrzną pełnią, taką, że zaczyna się, aż ulewać z „rogu obfitości”, nie ma.

Gdy mężczyzna nie pokłoni się przed swoją pierwszą kobietą, w której wzrastał, w której się rozwijał, w której był – fizycznie do cholery, to nie jest żadna ezoteryczna papka – fizycznie w niej był, jadł to co ona jadła, pił jej soki, aby mogło powstać jego męskie ciało, brał od niej pełnymi garściami, to ona go urodziła, czasami w bólach, czasami w zagrożeniu życia, czasami płacąc za przyniesienie życia tutaj swoją śmiercią, jeżeli tego chłopczyku nie uszanujesz, to zapomnij o tym, że dostaniesz, że znajdziesz taką, która będzie Cię wspierać, taką która będzie przy Twoim boku stać, taką która będzie szanowała to co męskie w Tobie.
Nie szanując własnej matki, nie szanujesz tego, co żeńskie, nie szanujesz życia. Będziesz szukał, będziesz ocierał się o śmierć, Twoje sukcesy, będą się rozpadać, jak domki z piasku, będziesz igrał ze śmiercią, będziesz ostatecznie zdolny do tego, aby gwałcić to, co żeńskie. Być może będziesz miłował się w pornografii, w której kobieta to, co żeńskie jest poniżane. Będziesz opowiadał historie o tym, jak to kobiety tylko lecą na Twoją kasę, jak czujesz, że jedynie na tym im zależy. I w pewnym sensie, to będzie Twoja osobista prawda. Prawda, która Cię chroni przed tym, co stoi w Twoim cieniu. A w Twoim cieniu stoi to, że to właśnie tej dzikusce, tej szalonej nieokiełznanej kobiecie, która nosiła Cię w łonie stawiając na szali swoje życie, należy się szacunek. Czy jesteś w stanie, w ogóle stanąć przed czymś tak wielkim, i nie ściągnąć czapki z zakutego łba, (który nie chce czuć, tylko chce analizować?). Czy masz naprawdę siłę, i jaja, aby stanąć przed tą dzikuską, która jest w każdej kobiecie? Przed tą piękną, a zarazem tak bardzo kochającą życie kobietą, która rodząc stawia na szali własne życie? I to nie w grze komputerowej, w której można zrobić SAVE i LOAD, gdy coś Ci się nie uda. Jak można chociażby na chwilę przed kimś takim stanąć, i nie zobaczyć jego wielkości. To ona Cię narodziła, to w niej rosłeś. To ona była tak szalona, w swej miłości do życia, że oddała na 9 miesięcy swoje ciało, abyś mógł w niej i z niej, się narodzić. Bez szacunku do matki, do swojej pierwszej kobiety, nie zaznasz smaku tego, czym obdarować kobieta może każdego mężczyznę.

Jak przychodzą do mnie mężczyźni, to czasami słyszę – „chcę być silny, chcę czuć tą moc”. I tutaj należy dokonać pewnego rozróżnienia pomiędzy tym, co jest męską siła, a tym co jest przemocą i gwałtem, a granica szczególnie dla tych, którzy nie szanują własnych matek, może być bardzo słabo widoczna. Tacy faceci chełpią się swoimi podbojami, uważają się za tych pieprzonych kowbojów, którzy wyrywają, laski na pęczki. Chwalą się ilością zdobytych na „polowaniach” łań. Tylko żeby nie wiem, co zrobili, to każda kolejna zdobycz, każda kolejna używając męskiej nomenklatury zaliczona laska nic nie zmienia. Co prawda na chwilę jest skok adrenaliny i jest, o czym opowiedzieć wśród takich samych jak oni, ale potem taki facet, znów zapada się w swoją wielką czarną niemalże bezdenną dziurę, którą nie jest w stanie wypełnić kolejną kobietą. Nie jest w stanie wypełnić ją kolejnym BMW, nie jest w stanie wypełnić ją kolejnym finansowym kantem. Co gorsza przy porzucaniu kolejnej kobiety, czasami porzuca również dziecko. Wtedy zazwyczaj po raz pierwszy dociera do tępego łba takiego faceta, że to nie są żarty. O „byłej” można było zapomnieć, wyrzucić zdjęcia, aby nie przywoływały wspomnień, wywalić ją z kontaktów w swoim nowiutkim smartfonie, odciąć się, zapomnieć, znaleźć kolejną pocieszycielkę. Ale o dziecku nie da się zapomnieć. Ono żyje, krzyczy, płacze, chce do ojca. Można próbować uciec, ale do końca życia, w głowie pozostanie ten mały chłopiec lub dziewczynka, z taką samą dziurą w sercu, jaką miał jej / jego ojciec. Czasami łatwiej jest żyć, i nie patrzeć takiemu dziecku prosto w oczy, bo w tych oczach widzi się to, czego w sobie nie chce się zobaczyć – tą wielką czarną dziurę. Dziecko ze ślepej miłości będzie to niosło – wewnętrznie będzie mówiło – Kochany tato, lepiej ja niż Ty. Kochany Tato, ja to poniosę, za Ciebie, z miłością. Żeby Tobie było lżej. Ot i dynamika, która sprowadza na ziemię, bo trzeba wtedy stanąć twarzą w twarz z odpowiedzialnością za to, co się zrobiło, a przed własną odpowiedzialnością jak pokazują ustawienia systemowe uciec się nie da. Jak my tego nie weżniemy na klatę, to wezmą to nasze dzieci.

Kobiety takiego faceta, który nie uszanował tego, co żeńskie, będą się bać. Będą w stosunku do niego stać na dystans, nie będą umiały otworzyć się na niego. Co prawda to jest również ich wewnętrzny proces, ale o tym innym razem.
Siła czy przemoc? Bo zauważam, że często są to dwie rzeczy, dwie jakości, które są mylone ze sobą, co patrząc na zdeformowany obraz tego co męskie wcale nie musi dziwić. Mężczyzna jest silny, ale po jaką cholerę mu ta siła potrzebna? Po to, aby umieć walnąć babę, jak za dużo wrzeszczy? Nie drogi Kowboju, nie po to Ci ta siła potrzebna. Więc po co? Po to, aby być domowym tyranem? Do 12 ma być gotowy obiad, bo ja Pan władca przychodzę z pracy? Nie. Nie po to Ci ta siła potrzebna! Po to, aby przepychać się z kobietą na słowa? Nie do jasnej cholery, one w przepychaniu na słowa są od nas lepsze. W odwracaniu kota ogonem nie ma lepszych niż kobiety, są w tym genialne, nie masz jej tłumaczyć, nie masz się z nią spierać. Masz jej służyć, bo kobieta dla Ciebie to Bogini. Bogini w żeńskiej fizycznej namacalnej formie. Twoją pierwszą Boginią, która nosiła Cię w swoim łonie, która ryzykowała życie, bo jeszcze nieco ponad 100 lat temu 20% porodów kończyło się śmiercią. Twoją pierwszą Boginią z krwi i kości jest Twoja matka. Jej Bogiem – bez względu na to, jak to archaicznie brzmi jest Twój ojciec. Uuuu zejście na ziemię kochani! Wszyscy Ci, którzy szukają rozwoju duchowego poza najbliższymi relacjami – wyjazdy do Peru celem medytacji, zażywanie ayahuasca, combo, bombo i inne fiku miku z muchomorami w roli głównej. Dużo jest pułapek duchowości, dużo dróg, które odciągają od tego co, jest w tu i teraz, bo co to do jasnej cholery za rozwój duchowy, jak syn żyje z matką, Ty bzykasz wszystko co pod fallusa podejdzie, i medytujesz całymi daniami łącząc się ze swoim wyższym JA. Ze swoją transcendentną wersją siebie samego, którego ograniczenia stricte ludzkie wynikające chociażby z fizyczności i płci masz w nosie. Czy to jest siła ducha? To jest porażka ducha w zetknięciu z materią, to jest słabość ducha, nieudolność ducha, to jest duch złamany przez materię. Złamany w pół. A złamany duch zaczyna tworzyć sobie alter światy. I mamy wielce uduchowione osoby, które nie radzą sobie z materią. Mówią o miłości, a nie umieją załatwić kasy, aby coś do gara można było włożyć. Czy taki duch służy życiu? Czy służy życiu w tu i teraz?

Nie chcę tutaj generalizować, ale sam Hellinger mówi, że Ci, którzy medytują szukają tego, co żeńskie. Budda idąc w medytację, idąc tą ścieżką zostawił swoją żonę i dziecko. Czego więc szukamy w medytacji? Szukamy naszej mamy. Tego, co przy mamie, tego, co przy naszej pierwszej Bogini. Ci natomiast, którzy idą w religie, w których jest silnie zakreślony i odczuwalny patriarchat szukają swego wewnętrznego Boga. Szukają tego, co męskie. Szukają ojca.
I jak przyjąć taką niedoskonałą Boginię do serca? Jak przed taką niedoskonałą Boginią się pokłonić? Jak oddać jej cześć. Tutaj klienci zazwyczaj mają wiele zarzutów. Siadają naprzeciw mnie, proszę ich, aby powiedzieli, co ich sprowadza. I co zaczynają robić? Ich spojrzenie idzie w górę, albo w dół. Wchodzą w swoje wewnętrzne obrazy, w obrazy, które pielęgnowali, które pozwalały im nie czuć bólu, nie czuć tego, co trudne. Wtedy przywracam ich do tu i teraz. Proszę, aby patrzyli mi w oczy. Ja natomiast biorę do serca ich matki, i ich ojców. Jak mam rodziców klienta w sercu, jak w sercu daje im miejsce, dobre miejsce, z szacunkiem i uznaniem to klienci czasem nie są w stanie wytrzymać tego spojrzenia. Uciekają wzrokiem. Przywołuje ich do moich oczu. Wiecie, co wtedy zazwyczaj mówią? Nic. Po prostu zaczynają płakać, wypowiadając dwa, czasem trzy proste słowa – „chcę do mamy”, albo „tak bardzo mi jej brakuje”. Później proces zaczyna toczyć się sam. Czy ja jestem w tym wielki? Nie. Wielcy są rodzice klienta, to im należy się wielkość, ja tam służę temu, co domaga się szacunku i respektu.
Bóg i Bogini mają skazy. Nasz Bóg i nasz Bogini nie są idealni. Mają w sobie światło i cień. Tak samo jak my. Mamy w sobie światło i cień. Co by było, gdyby nasza matka była idealna? Co by było, gdyby nasz ojciec był idealny? Czy my moglibyśmy przy takich rodzicach rosnąć? Czy po prostu pozostalibyśmy dziećmi?

Najciemniej jest pod latarnią. Z tego miejsca nic nie widać. Szukamy jak ćmy, światła, aby się przy nim ogrzać, szukamy jak ćmy siły, aby ją poczuć, a wszystko mamy w sobie samych. W naszej mamie, i w naszym tacie. Poprzez akceptację tego, co w nich widzimy, i co stoi nam na drodze do nich. Czasami to są oceny, czasami sądy, czasami chęć bycia lepszym, większym, to wszystko stoi nam na drodze do nas samych. Do naszej siły. Na ostatnim warsztacie reprezentant klienta czuł się większy niż swój ojciec. Nawet stanął na palcach, aby być większy od ojca. Od tego, który w łonie jego matki zasiał nasienie, aby ten mógł wzrastać, i przyjść na ten świat. Stał na palcach. Wiecie co, zrobiłem. Nic. Postanowiłem poczekać, aż sam się zmęczy. Aż jego mięśnie łydek nie wytrzymają. Tylko patrzyłem, i czekałem. Po chwili mięśnie nie wytrzymały, bo w życiu nie da się być napiętym na 100%. Ciało tego nie wytrzyma. Objawi się to chorobą, stresem, uciekaniem od życia. Reprezentant w pewnym momencie puścił, odpuścił, stanął na równe nogi, a potem powędrował na kolana, przed własnym ojcem, tam przytulił się do niego, i zaczął płakać. To dobre miejsce.
Ktoś może zacznie to oceniać moralnie, ktoś zacznie krzyczeć, tak nie można – nie ma Pan serca! Może on został przez ojca skrzywdzony. Kto będzie to krzyczał? Kto będzie podnosił taki głos? Ktoś, kto ma uszanowanego własnego ojca? Nie. Ktoś, kto chce być od własnego ojca większy. Dlatego cały hejt, który płynie od tych, którzy czytają te artykuły, na cały ten heyt patrzę, i dają mu przestrzeń. Zgadzam się służyć w tych przypadkowych relacjach, za słup, na którym można na chwilę powiesić to co wyparte, to co w cieniu. Przyglądam się, co mi to o mnie mówi. Patrzę, biorę, puszczam dalej, do właściwego adresata tych emocji.
Kowboju Twoja siła, męska siła, jest po to, aby służyć życiu. A życie rośnie, rozkwita, fizycznie! nie metaforycznie, nie ezoterycznie, lecz właśnie fizycznie i namacalnie – życie rozkwita w tym, co żeńskie. To, co męskie ma to życie chronić. Po to jest potrzebna mężczyźnie siła. Nie szanując swojej pierwszej Bogini, nie uszanujesz żadnej kolejnej. Pozostaniesz rycerzem ciemnej strony mocy. Niszczycielem tego, co żyje, i żyć chce. Niszczyciel tego, co żywe, to niezintegrowana męskość. Męskość w przejawie destrukcji. To energia z jaj, która nie zna katalizatora w postacie Ognistego serca. Ognistego serca męskiej Boskości.

Udostępnij wpis!

Zapisz się na warsztat

Zapisz się na sesję indywidualną

08b7a9fc-adc1-4053-9c12-000cfd20cf28

Autor bloga:

Mirosław Czarko-Wasiutycz
Bussines & Life Coach Systemowy.
Terapeuta Ustawień Systemowych.

Komentarzy: 26

  1. Unknown 17 listopada 2015 o 18:24

    A co z synem którego matka zostawiła po porodzie w szpitalu? Kogo mam szanować jeśli jej nawet nie znam? A matka adopcyjna? Wychowała mnie ……w biedzie, alkoholizmie, przemocy, krzyku. Mam szanować czy nie?

  2. Anonimowy 17 listopada 2015 o 18:24

    Ostro powiedziane ☺
    Czym się teraz zajmuje Bert Hellinger ?
    Jaką techniką pracuję ?

  3. Henry 17 listopada 2015 o 19:29

    A co z synem którego matka zostawiła po porodzie w szpitalu? Kogo mam szanować jeśli jej nawet nie znam? A matka adopcyjna? Wychowała mnie ……w biedzie, alkoholizmie, przemocy, krzyku. Mam szanować czy nie?

  4. Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz 17 listopada 2015 o 19:33

    Urodziła Pana, i za to należy się jej szacunek. Za to, że przekazała życie dalej. Nie musiała tego robić. Jeżeli jest Pan dorosły, to może ją Pan znajdzie. Jeżeli żyje, to może wśród żywych, a jeżeli już nie żyje, to będzie Pan mógł znaleźć miejsce, gdzie została pochowana. Czuję, czego to od Pana wymaga, ale do cholery, nikt nie mówił, że życie wymaga od nas mało. A matka adopcyjna – ta kobieta jak domniemam prała Pana pieluchy, pozwoliła przeżyć. Jednej i drugiej należy się szacunek. A co Pan z tym zrobi? Pana sprawa. Pana decyzja. Pana wola. I Pana odpowiedzialność. Życzę wszystkiego co dobre, dla Pana i dla tych wielkich kobiet, w Pana życiu.

  5. Anonimowy 17 listopada 2015 o 21:08

    a czy ma Pan może w planach napisanie artykuły odnośnie kobiet? co kobieta powinna/może zrobić żeby odnaleźć tę kobiecą siłę w sobie, tę kobiecość, tę Boginię?

  6. Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz 17 listopada 2015 o 21:17

    Będzie i o tym 🙂 proszę obserwować bloga lub grupę Kobieta i Mężczyzna na fb 🙂 pozdrawiam

  7. Anonimowy 17 listopada 2015 o 22:16

    nie jestem pewn CZY TO DO MNIE DOCIERA, prosze napisać o kobietach i dla kobiet, czekam z niecierpliwością.

  8. Unknown 17 listopada 2015 o 23:48

    Masz ja szanowac,bo dala ci cialo,piekne cialo i zycie.Matka adopcyjna jaka by nie byla wychowala cie.Moze to bylo lepsze niz co inne.Nic nie dzieje sie bez przyczyny.

  9. Wioleta Rutkowska 18 listopada 2015 o 00:03

    Matke szanuj,bo dala ci zycie i cialo,piekne cialo,gdyby nie ona ,nie byloby cie.Druga matka cie wychowala najlepiej jak umiala,szanuj ja.Nic nie dzieje sie bez przyczyny .Skoro tak bylo widocznie to bylo najlepsze co moglo Cie spotkac.

  10. Malgorzata Bodnariuk 18 listopada 2015 o 10:58

    Czysta teoria, zupełnie oderwana od życia. Przekazując w taki sposób wiedzę Hellingera profanujemy ustawienia. Żaden człowiek skrzywdzony w dzieciństwie przez matke/ ojca nie jest w stanie tego zrozumieć, a już zupełnie nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Jak ma sobie z tym poradzić kobieta gwałcona w dzieciństwie przez ojca i bita za to przez matkę? Proszę nie podawać tu uproszczeń, bo to powoduje, że niszczy się całą idee ustawień. Tak, ogólna zasada jest- szanować matkę i ojca, ale to trener ma doprowadzić do tego, żeby wyprowadzić klienta z jego bólu, lęku, nienawiści i żału do matki/ ojca.

  11. Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz 18 listopada 2015 o 11:06

    Pani Małgorzato – daję tu przestrzeń na Pani sprzeciw. Dziękuję, że Pani napisała. Z Pani komentarzem, ten tekst jest pełniejszy. Faktem jest, że nie zawsze łatwo jest pokłonić się przed matką. Ale osobiście ja innej drogi nie znam. Możemy dyskutować nad tym, jakie poszczególne osoby miały losy, i jakie mają drogi do tego co męskie i żeńskie. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Innej drogi z mojego pkt. widzenia nie ma. Ruch jest w jednym kierunku, jego dynamiki różne. Ruch jest do Matki/Ojca.

  12. Paulina 18 listopada 2015 o 11:07

    wtedy powinien wybaczyć jej i sobie, i po prostu właśnie uszanować jej decyzje.. a nie przemawiać swoim ego… to pewna lekcja do przepracowania i zrozumienia

  13. Hanna Dutkiewicz 18 listopada 2015 o 11:07

    Podaj rękę swoim Matkom , One są nieszczęśliwe , musiało im się życie ułożyć okrutnie. Może nie spotkały jeszcze w życiu dobrego człowieka, który by chciał im pomóc.

  14. Malgorzata Bodnariuk 18 listopada 2015 o 11:08

    Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

  15. Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz 18 listopada 2015 o 11:17

    A tak całkiem serio, to jestem zbyt mały, aby "sprofanować" coś tak wielkiego jak ustawienia. Jako metodę pracy, jako prawa i porządki systemowe, które one pokazują.

  16. Anonimowy 19 listopada 2015 o 10:57

    Jestem, ,,porzucona matką. ,,..przez syna. Nie mając żadnego z nim konfliktu.pomogłam, dałam, ,wychowałam, ,kochałam bezwarunkowo, ,,,i jest z kobietą, która pozwoliła a wręcz z zazdrości o miłość do mnie, ,przystala na to.nie znam wnuków, ,,boziu daj mi siłę, ,,

  17. Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz 19 listopada 2015 o 11:37

    Szanowna Pani, nie znam sytuacji, ale przez syna Matka nie jest porzucana. To zawsze będzie Pani dziecko, więc nie może Pani porzucić. Porzuca, zostawia, opuszcza, idzie swoją drogą Partner. Jeżeli kochała Pani bezwarunkowo, to skąd ten żal – wynikający jak Pani stwierdza z "porzucenia"? Proszę się przyjrzeć, czy przypadkiem ta zazdrość jego żony, to nie Pani projekcja, na tą kobietę. Kobieta, która ma dzieci, jest żoną ma prawo do swojego mężczyzny. Może to było z jej punktu widzenia konieczne, aby rozkleić Pani symbiotyczny związek z synem. Takich teściowych, które są za blisko syna, żony nie cierpią, bo takie teściowe zachowują się, jakby ich synowie byli ich partnerami, a nie synami. Wnuki ma babcia, może jak Pani stanie w miejscu matki, a nie partnerki dla syna, to zrobi się w systemie przestrzeń na bycie babcią, i posiadanie dostępu do wnuków. To tylko moja hipoteza, nie widziałem Pani systemu, nie ustawiałem go. Bez względu na wszystko, życzę Pani i Pani rodzinie wszystkiego dobrego.

  18. Majka 19 listopada 2015 o 12:19

    Witam panie Mirosławie
    Widzę że usunął pan komentarz wyżej. Takim posunięciem, dla mnie pan chce manipulować ludżmi.
    Pozdrawiam
    Majka

  19. Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz 19 listopada 2015 o 12:24

    Pani Maju, każdy widzi w innych to co sam ma w sobie. Już Jung o tym pisał. Pani Małgorzata Bodnariuk – nie wiem, czy przez przypadek, czy w jakiś inny sposób, umieściła dwa razy ten sam komentarz. Jeden pod drugim. Więc usunąłem go, bo był niczym innym jak powtórzeniem tego, który można przeczytać. To natomiast co Pani napisała to zarzut, całkowicie bezpodstawny. Proszę następnym razem najpierw się zapytać – co jest przyczyną usunięcia komentarza, a potem stwierdzać. Dla tego co Pani we mnie widzi, robię krok w bok, niech płynie to co z Pani do właściwego adresata. Wszystkiego co dobre – dla Pani – bez względu co to jest.

  20. Sebastian Sauter 23 listopada 2015 o 09:57

    Do mnie Pan trafił. ..mam tylko jedno pytanie Jak przyjąć Ojca i Matkę i co im wówczas powiedzieć?

  21. Anonimowy 23 listopada 2015 o 10:02

    możemy pomodlić się wspólnie o szczęście naszych synów …

  22. Anonimowy 17 lutego 2016 o 22:23

    Kocham matkę, bardzo ją szanuję za to co w życiu przeżyła, wdzięczny za miłość jaką mi dała. Jestem dorosły facet, ale czasami nie wytrzymuje, bo jak wszyscy w domu jestem nerwowy, i coś do niej krzyknę, podniosę głos. Nie usprawiedliwiam siebie broń Boże. Nie chcę się kłócić, ale potrafimy o szczegóły. Czasami pomyśle jakim jestem skurwysynem, że powinienem się opanować, i przeboleć te szczególiki i powiedzieć tak Mamo, ale wybucham. Patrzę na tą kobietę i kurwa jest mi tak hujowo. Czasami się wszystko układa, a czasami bęc. Nie chcę już czasami przepraszać bo ja nie zasługuje by mi wybaczono. Boje się, że jak kogoś będę miał i nontoper nie kontrolował to też wybuchnę. A nie chcę kurwa kogoś ranić, bo jestem zjebany. Sam w życiu doświadczyłem wiele, ale ta kobieta co przeszła z moim ojcem, a ja przy nich. Z ojcem nie chcę się kłócić, by byśmy się chyba pozabijali. Kocham ich, a oni mnie. Ale siebie raczej nie kochają. To kurwa, aż płakać mi się chcę jak myślę o matce. Jak dzisiaj na nią popatrzyłem, na tę strudzoną twarz całego życia, zobaczyłem pustkę to nie daje mi spokoju. Zabić to się nie zabije, bo chyba by umarła z rozpaczy. Tak myślę, że dla nas ukojenie to tylko już zostało w Bogu. Nie wiem jak to wszystko pogodzić, ukoić. Kim ja jestem czy jestem zdolny szanować?

  23. Anonimowy 24 marca 2016 o 11:26

    mam bardzo podobobnie… bardzo

  24. Anonimowy 17 czerwca 2016 o 15:05

    A ja bym chciala zapytac co z synem, ktory matke wynosi pod niebiosa a zone traktuje jaknajgorsza i nawet kilka razy ja udezyl gdy zle sie wypowiedziala na temat jego matki.

  25. Anonimowy 11 grudnia 2016 o 16:30

    A co z matką która kocha bezgranicznie,wychowuje,pomaga.a któregoś dnia zastaje puste mieszkanie,syn zmienia nr tel. nie zostawia obecnego adresu.Jak ma żyć taka matka ze świadomością że syn jej nie chce…

  26. Anonimowy 23 grudnia 2016 o 15:06

    U mnie jest niezła kolizja w takim razie. Żeniąc się z kobietą której moja matka od początku nie akceptowała sprowadziłem sobie na głowę problem z którego w żaden sposób nie można sensownie wyjść. Kocham matkę ale teraz z żoną jesteśmy "jednym ciałem". Nie akceptując żony, matka nie akceptuje mojego wyboru. Krytykując moją żonę, krytykuje mnie. Nie mogłem już dłużej na to pozwalać i zerwałem kontakt z matką (i z ojcem też, inaczej sobie tego nie wyobrażam). Wciąż ją kocham, ale przykro mi bardzo, nie pozwolę aby moja żona wylądowała w psychiatryku z powodu moich kontaktów z matką, która jest urodzoną manipulatorką. Bez sensu też jest ciągłe udawanie przed matką, że wszystko jest w porządku, że może krytykować moją żonę, że może ciągle narzucać swój sposób wychowania naszego dziecka. Nie zgadzam się na to. Musiałbym odstawiać przed nią teatrzyk a ja nie mam na to czasu. Potrzebuje mnie moja własna rodzina. Moje własne chorujące dziecko i chorująca żona.

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Książka ONA i ON
Dobrze Ustawieni

Zobacz więcej
TUTAJ